Strona:PL Stefan Żeromski - Wiatr od morza.djvu/019

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Oszczepem z wątłego drzewa wiązu o grocie zatrutym otwierać rany, kwitnące, jak róże! Słuchać dzikiego pisku niedorosłych dziewcząt, na ziemię między zdobywców rzuconych! Spać głucho w zapachu krwi gorącej, co zaleje podłogi i skrzepnie pod progami zdobytego grodziszcza, spać głucho na jęczących łonach kobiet z powiązanemi rękami!
    Gdy ze wzgórza w płaską dolinę runęli i przebiegli pażycę szeroką, moczarem czarnym i grzęskim zalaną, rozległa się w ich szeregach saga skalda młodego.
    Wrzało w tej pieśni męstwo nieustraszone wszego wojska i pasya wszystkich wikingów, szukająca niebezpieczeństw najazdu i podboju, zwycięstw w śmiertelnych zapasach i samej nawet klęski. Pieniła się w jego pieśni nieposkromiona siła, dziko wyła rozpacz pokonanych i bezmyślnie szalała radość. Wyrywało się z jego pieśni ponad wszystko dumne piękno łamania wszelkiego zakazu, niweczenia przeszkody, imania nieulękłą prawicą wszystkiego, co istnieje. Słyszeli wszyscy w tej pieśni pochwałę wilka, idącego po strawę na pole ludzkiej walki, i pochwałę ptaka kruka, który za zdobywcami polata na pobojowiska, pełne trupów bezwładnych bezsilnych i śmiesznych.
    Porywał, podniecał, unosił i gnał znowu pędzących jutów, ni to bat świszczący, śpiew skalda młodego. Wiekuista młodość i zawsze ta sama a nigdy nieubywająca żądza w nim płonęła. Słyszeli zzewnątrz przylatującą, a wewnątrz siebie samych na wezwanie zaczajoną furję, ażeby służyć wiernie rzemiosłu swemu morderstwu, ażeby zwyciężać ludzi dla samego zwy-