Strona:PL Stefan Żeromski - Przedwiośnie.djvu/099

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Sprzeciw, zakaz, kara! Nie jest to celowe, nie jest skuteczne, a zacieśnione do jednego zjawiska. Tworzeniem nowych wartości i rozmnażaniem nowego dobra trzeba wyniszczać w ludziach samą zawiść i samą nienawiść. Można wypracować takie warunki pracy i mieszkania, iż nie będzie o co się nienawidzieć i mordować. Doprawdy — śmieszny to jest przewrót, który magnatów strąca z pałaców do piwnic, a mieszkańców piwnic wprowadza do pałaców. Jest to prawdziwie robota i dom szalonych. Takie jest moje przeświadczenie.
— Moje jest inne. Zupełnie inne!
— To też nie mówmy już o tem. Pocóż mamy mówić próżne słowa zapewnień i zaprzeczeń. Ja nie będę ci już przeczył. A ty wzamian bądź łaskaw zbogacić zapas swych wiadomości o jeden szczegół. Widziałem szkołę wiejską, zbudowaną według nowych planów. Były tam sale tak piękne, że każde dziecko biegło do nich z najżywszą uciechą. Były tam zimne i ciepłe kąpiele, kuchnia, jadłodajnia, izba koncertowa i kinomatograficzna...
— Nowoczesne termy...
— Już dziś matki, — na wspomnienie imienia tego swego monarchy, który skinieniami geniuszu przebudowuje świat na siedlisko dobra, a im, matkom, zdejmuje z ramion i piersi ciężar, sam go biorąc w swe ramiona, — mówią w pokorze: »Błogosławiony żywot, który cię nosił i piersi, któreś ssał«...




Nadzwyczajnie długo trwała podróż do Moskwy. Ale nareszcie i ta podróż skończyła się. Pociąg do-