Strona:PL Stefan Żeromski - Przedwiośnie.djvu/098

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Już mi to i mama posiedlecku klarowała. Nic, starzy, nie rozumiecie.
— Rozumiemy, tylko nie ograniczamy się do tego jednego rozumienia. Oto tamten wziął garść piasku, którym wszyscy pogardzali, tchnął weń myśl swoją i na wzór Boga rzekł: uczynię z tej garści piasku świat nowych zjawisk. Rewolucyą istotną i jedyną jest wynalazek. Rewolucyą fałszywą jest wydzieranie przemocą rzeczy przez innych zrobionych.
— Ależ posiadanych, nie zrobionych! Posiadanych bezprawnie.
— A czyż ci, co z pałacu wypędzają magnata i zabierają ten pałac w swoje władanie, zrobili ten pałac.
— Zabierają ten pałac we wspólne, powszechne władanie.
— Powszechne władanie, a w zrabowanych pałacach mieszkają nowi panowie, komisarze, dyplomaci, naczelnicy i wogóle nowi władcy, nowi uzurpatorowie. Lud po staremu mieszka w chałupach, po staremu cuchnących, w norach miejskich i jamach nędzarskich.
— Jeszcze nie jest przeprowadzona likwidacya starego łotrostwa. Jeszcze toczy się walka.
— Ta walka będzie się toczyć bardzo długo. Zbawiciel świata w kazaniu na górze nauczył świat, że nawet złemu oczywistemu nie należy przeciwić się siłą.
— O, to — to! Stare gadaniny. Jeżeli spostrzegę, że ktoś wobec mnie dziecko sprzedaje do rozpusty, albo je uczy rozpusty, — jeżeli widzę, że drugi rabuje dobro, przez tysiące ludzi wypracowane, — to ja mam się temu nie sprzeciwić?