Strona:PL Stefan Żeromski - Przedwiośnie.djvu/037

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jako źródło decyzyi, rady, planu i rzutu oka na metę daleką, oraz jako rozkazodawca. Nie zajmował się domem i jego sprawami, lecz od niego wszystko zależało. Wiedzieli wszyscy, iż pani Barykowa odbiera i wręcza pieniądze, tudzież wykonywuje polecenia, ale rządzi piękny Cezarek.
W dostatnio urządzonem mieszkaniu wszystko zostało na miejscu, jak było w chwili odjazdu Seweryna Baryki. Ani jeden ciężki mebel nie został inaczej przestawiony w salonie, — ani jedna książka inaczej położona na biurku, w gabinecie pana domu. Taksamo wszystko tkwiło na miejscu, jakgdyby tegoż dnia rano wyszedł do swego urzędu »na przemysłach«. Oto gazeta, którą czytał w przeddzień wyjazdu, — oto drogocenny nóż do rozcinania kartek, jeszcze, zda się, ciepły od ujęcia przez jego dłoń, tkwi w środku rozłożonego tomu. Mieszkanie to, możnaby rzec, było obrazem potężnego państwa, w którego obrębie się przytuliło. Jak tam, tak i tu, wszystko stało, potężnemi pracami ustanowione i zdawna ujęte w kluby.
Gospodarz nie wracał. W trzecim roku wojny nie było od niego żadnej wieści tak długo, iż żona, a nawet lekkomyślny syn popadli w rozpacz. Informacye w urzędach wojskowych były jakieś mętne i niepewne. Raz powiedziano, że major »Sieweryan Grigoriewicz Baryka« — zaginął. Kiedyindziej wyjaśniono, że dostał się »prawdopodobnie« do niemieckiej, czy austryackiej niewoli. Wreszcie odpalono natarczywe pytania zimnym ciosem z pewnem ironicznem zmrużeniem urzędniczego oka, iż przepadł w otchłaniach wojny, wieść o nim zaginęła tak dalece, iż o tym człowieku nic