Przejdź do zawartości

Strona:PL Stefan Żeromski - Promień.djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.



IX

Zwłoki samobójczyni odprowadzono bez asystencyi duchowieństwa na miejsce niepoświęcone. Mały skrawek gruntu za murem cmentarza, obrosły dzikiemi chwastami, gdzie znać było kilka bezimiennych mogił przyjął ją w łono swoje. Sekcya pośmiertna stwierdziła dyagnozę doktora Falantego. Za trumną szła bardzo nieliczna gromadka osób. Między innemi Raduski dostrzegł zrujnowanego kupca Żołopowicza i starego antykwaryusza. Ten ostatni czmychał nosem i mrużył wybladłe, sowie oczy, podczas gdy cienkie wargi jego stulał uśmiech głęboko mądry. Całkowite urządzenie smutnego obrzędu było dziełem Grzybowicza, a właściwie jego żony. Sam Raduski tak bardzo upadł na duchu, że nie był w stanie zajmować się niczem. Ten prosty wypadek, jak ostra piła przeciął jednolity łańcuch jego dawnych myśli, z trudem, w ciągu długich lat samotności ogniwo po ogniwie wykuty. Niby więzień, raptem wtrącony do lochu, pan Jan zgubił wyobrażenie praktycznego świata, a to, co go ze wszech stron zamknęło zimnemi ścianami, mierzył wzrokiem nienawistnym. Na domiar złego główna klęska nie przyszła sama, lecz jak to bywa, wlokła za