Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 02.djvu/344

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

w pole wywodzić, bo co do bicia... — przekrzyczał innych pierwszy mówca.
— W pole wywodzić, filozof! Bić Niemca i kwita! Na kwaśne jabłko pludrów!
— Zaraz, nie koniec jeszcze — mówił zwolna Jarzymski, nalewając sobie nowy kieliszek. — Chcę wychylić ten drugi kielich za zdrowie Trembeckiego.
— Niech żyje!
Wyjął z kieszeni papier i napoły czytając, napoły mówiąc z pamięci, głosił:
— Komunikuje mi imci pan Męciński, rotmistrz-dowódca pospolitego ruszenia w tej części województwa Krakowskiego, że oddział stu szlachty pod sprawą imci pana Trembeckiego...
— Nasz oddział.
— Że mówię hufiec, do którego niektórzy z waszmościów panów mieli honor należeć w potyczce pod Tarnowskiemi Górami, wziął grafa Henkla, landrata z Tarnowie, w zakład za panów Mieroszewskiego i Siemieńskiego i odprowadził go do twierdzy częstochowskiej. Między papierami tego landrata znaleziono odezwę do Ślązaków, wydaną przez grafa Götza, fligel-adjutanta królewsko-pruskiego, do łączenia się z wojskiem pruskiem i dostarczania koni, oraz żywności. Ale co najważniejsza, to to, że imci pan Trembecki zabrał po drodze 118 koni, przeznaczonych dla jazdy pruskiej, a co już najmilsza dla ucha, to to, że wziął kasę królewską.
— To chwacko, to wyśmienicie! Niech żyje Trembecki!
— Ten trzeci toast — mówił zwolna Jarzym-