Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 02.djvu/336

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— A twoje Olbromski, to wiem. Znamy się przecie ze szkół. Czegóż to waćpanowie życzycie sobie odemnie?
Podali mu swoje marszruty i wyjaśnili z uszanowaniem, że udają się do Częstochowy dla zaciągnięcia się do wojska. Kapitan przygładził wąsika i słuchał z uśmiechem, patrząc niekiedy na kolegę z pod oka. Gdy mu już wszystko wytłómaczyli, chwilę dumał i rzekł wreszcie:
— Czemuż to koniecznie do Częstochowy?
— Tak nam poradzono.
— Tak poradzono... Ha! Bo moglibyście i tutaj przecie znaleźć miejsce. Wszyscy przecie ruszymy pod Łowicz. Mamy tu dosyć tego, jak je Cesarz Jegomość nazywa »la pospolité«. Sprawnie się to dosyć szykuje.
— My pragnęlibyśmy dostać się do artyleryi — wtrącił Cedro.
— Do artyleryi, a! to co innego. Uprzedzam jednak, że takie żywiąc zamiary, trzeba mieć pieniądze. Na żołnierskie umundurowanie, i to najprostsze, trzeba mieć 73 złote, nie licząc bielizny i rekwizytów. Cóż dopiero oficerskie!
— Przyjaciel mój jest człowiekiem zamożnym — rzekł Rafał.
— A jeśli tak, to co innego. Przepraszam, nie wiedziałem. Zaraz waćpanom każę wydać karty drożne. Owszem, w Częstochowie jest sześciuset naszych, którzy ją w posesyę wzięli i garnizon składają. W gruncie rzeczy jednak tobie, Olbromski, radziłbym tutaj zostać. Byłbym w tem, żebyś miał stopień oficerski odrazu i awans zapewniony. A i waćpanu także. Mamy