Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 02.djvu/301

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


paradis... Dalej szeleszczą suknie bramowane futrem en lapin de Moscovie, głowy półkryte, w tokach de gaze argentée, w turbanach à pointe mameluck, w szatach lewantyńskich i egipskich.
Ledwie skończono poloneza, melodyjny walc poniósł w wir wszystką młodzież. Rafał pragnął tańczyć z panią Elżbietą, ale nie mógł pochwycić ani jednej tak szczęśliwej chwili. Zawsze z nią walcował ktoś inny, albo znikała mu z oczu, pełniąc obowiązki gospodyni. Tańczył tedy z osobami, które były w pobliżu, żeby przynajmniej na miejscu nie Stać. Raz jeden, już około północy, przez krótką chwilę udało mu się przebiedz salon, trzymając swój skarb w objęciu. Zniknęły wówczas z jego mózgu słowa, ustały, zdawało się, myśli. Ani jednego wyrazu nie znalazł, choć silił się, żeby go wymówić. Milczał ze ściśniętemi zębami.
Minęła północ, i Krzysztof coraz częściej począł szukać towarzysza oczyma. Rafał słyszał bicie nadchodzącej godziny w sercu, w głowie, w szpiku kości. Młodzieniec, prowadzący tańce, zapowiedział nowomodny taniec angielski country dance, w którym miało wziąć udział całe niemal towarzystwo. Pomimo wszelkich usiłowań, nie udało się Rafałowi tańczyć z panią Elżbietą. Dopiero los szczęśliwy zdarzył to w następnym lansyerze. Znał ów taniec jeszcze z Warszawy, wiedział tedy, że tańcząc na vis-à-vis, będzie miał możność obcowania z nią w pewnych chwilach. Z przymkniętemi oczyma marzył o tem, co będzie.
O, gdybyż mógł wyznać jej mękę swej duszy! Odejść i odejść bez jednego słowa... Tancerkę swoją,