Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 02.djvu/203

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

stało sosnowe łóżko z lichą pościelą, a nad niem wisiała broń: pistolety, sztucery. dwururka i przybory myśliwskie.
— Tu siedzi i knuje swoje przemierzłe myśli.
— O chorobie pyska i racic, o księgosuszu i kołowaciźnie... — odciął się Trepka.
Rafała na widok tych książek ogarnął nieprzełamany wstręt, właściwy jego naturze od pewnego czasu. Uczuł duszenie, jak we śnie. Trepka, bystry spostrzegacz, nie dopuścił, żeby to uczucie rozwinęło się w gościu. Zajął się nim ze starannością człowieka zdrowego, który baczy na wszystko, a nerwy swoje trzyma na wodzy. Zaczął pokazywać fuzyę i rzemienie, żeby odwrócić uwagę obecnych od książek, tak niemiłych szlacheckiemu oku.
— Więc o samych jeno zołzach i zawłokach traktują te wszystkie bibuły? — czepiał się jeszcze Krzysztof.
— A nie, owszem — i o motylicę zawadzają...
— Polityki ani za szeląg!
— Za szeląg możeby i kupił, ale sam sprzedający nie radzi tentować o towar tak nędzny.
— Także się to zraził, przez tyle lat oną nędzą się bawiąc?
— Prawdziwie... Politycy, przewidywacze, znawcy! Jedno pole należycie zorane, jeden rów z loiką wybrany, żeby przerznął i wygoił sapowatą od wieków niwę, więcej mi znaczy, niż sto broszur o rządzeniu narodem.
— Zaślepienie! Sto razy powtarzam: zaślepienie! — krzyczał Cedro, zbliżając twarz aż do twarzy przyjaciela i wlepiając w niego krótkowzroczne oczy.