Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 02.djvu/197

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Reprezentanci dwu stolic na mnie jednego. Eheu me miserum!
— A jakże też pan hrabia myśli brać się do roli, jeśli spytać wolno?
— Rękami, chudopachołku, rękami i nogami.
— Nowe jakieś podrygi mody wiedeńskiej?
— Niech sobie będzie...
— Pewnie jaki Turn-Taxis zakopał się w swoich folwarkach, i teraz moda runęła na młodzież.
— Jakbyś wiedział. Powinieneś chodzić po odpustach i zbierać cwancygiery za prorokowanie.
— Kiedyż znowu z powrotem do naddunajskiej stolicy?
— Nic nie wiadomo. Aj, Nekando, Nekando! żebyś ty wiedział...
— Do dyaska!... Cóż takiego?
— Żebyś ty wiedział, jak ja jestem znudzony... Powiedz-no mi, braliście też już psy w pole?
— Tędy go wiedli!...
— Mów-że!
— Brać się brało.
— Lotkę?
— Była Lotka, był i Doskocz.
— Któż jeździł?
— Ja, nie chwalący się i Grzesik.
— Powiedz-że, na czemże ty jeździłeś?
— Na karym.
— Mój koń kochany! Chodzi?!
— Chodzić chodzi!
— A czy ja z mojemi ślepiami nie zwalę się z niego pierwszego dnia?