Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 02.djvu/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

Czemu prześladujecie mnie, grozicie mi i mścicie się nade mną w straszliwej mojej męczarni?
Kochałem was nietylko swojem sercem, ale i jej sercem, która wpośrodku was została zamordowana!
Męczarnia moja straszniejsza jest, niż wszystko, co przecierpiane było na ziemi... Zmiłujcie się nade mną, góry skaliste! zmiłujcie się nade mną, drzewa czarne i ostre! zmiłuj się nade mną, wodo cudowna, wodo straszliwa, któraś miłość naszą widziała... I ty, o niebo...
Ale gdy te westchnienia wyrywały się z jego piersi, uczuł w sercu i w mózgu, że nie słyszy go nikt i nic. Pustynia na zachodzie, pustynia na wschodzie... Świerszcz tylko nocny, w suchej trawie ukryty, skrzypiał. Wówczas krwawa, bezrozumna, z każdą chwilą coraz dziksza pomsta wybuchnęła w piersiach, zapaliła mózg i oczy.
— Precz odejdźcie, widziadła!
Któż was uczynił wspólnikami mojej męczarni w ciągu jednego dnia! Któż was przemienił w części prześladowania, w narzędzia rozpasanej tyranii!
Stańcie się tem, czem jesteście...
O, góry, góry — stańcie się na nowo zimnemi górami, budzącemi młode siły i radość...
Ty, lesie, bądź znowu szumiącym lasem,..
O, zmienna wodo, bądź tą, która nas oboje kochała,,..
Ty, niebo wieczne, bądź sobą, które wzrok nieszczęśliwego ku sobie przyciąga i każdą boleść uśmierza...
Odejdźcie od mego serca! Niech spocznie w do-