Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 02.djvu/087

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

przeciwko Przewielebnego Mistrza katedry, z pochyloną głową czekała.
On rzekł:
— Kobieto, kim jesteś?
— Nazywam się Helena de With.
Usłyszawszy ten głos, Rafał o mało nie krzyknął. Zdławił głos w piersiach, i tylko palce jego prawej ręki wpiły się jak szpony, w dłoń lewą. Rozpacz i szczęście płynęły przezeń, jak wiatr przez gałęzie drzewa.
Przewielebny mówił coś do profanki i plątał się w tej przemowie, jak żaczek wydający lekcyę. Nareszcie po nieskończenie długich pytaniach i odpowiedziach, po ceremoniach, które, zdawało się trwały dziesięć lat, Rafał ze drżeniem usłyszał te jego słowa:
— Damy ci pierwszy promyk światła, który ma kierować twoimi krokami. Niech dadzą pani de With pierwszy promyk światła.
Mgła łez zasłoniła oczy Rafała. Widział, że ktoś zbliża się do pani de With i odwiązuje przepaskę. Machinalnie podniósł swą szpadę, jak wszyscy, żeby nad kandydatką utworzyć stalowe sklepienie. Błyski kling zasłoniły mu twarz, odkrywającą się z pod przepaski, ale ją ujrzał za chwilę. Bez oddechu, jakby bez wzruszenia, zimnym, obłąkanym wzrokiem zobaczył tę twarz, oczy królewskie, łuki, brwi i policzki cudniejsze od woni kwiatów wiosennych. Usłyszał znowu głos jej, gdy przysięgła wobec Stwórcy wszechrzeczy i na wszystko, co może być święte dla kobiety uczciwej, że dochowa tajemnic pod karą miecza Anioła Niszczyciela. Rafał trząsł się i dygotał z zimna, słysząc te