Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 02.djvu/060

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Chciałem cię właśnie prosić, żebyś mi wytłumaczył ten oto ustęp z łaciny na polskie.
To mówiąc, posunął ku niemu olbrzymi wolumin.
Rafał skwapliwie jął się tej roboty, uszczęśliwiony, że nareszcie zyskuje w tem towarzystwie jakąś wyraźną rolę. W tej samej chwili książę mówił do majora:
— Świat grecki... Co do mnie, nic mi jeszcze nie mogło zastąpić wspomnienia odludnych pieczar pustyni. Kryjówki dziś drapieżnych zwierząt tam, gdzie wykołysał się duch ludzkości, gdzie w bezgranicznem odosobnieniu Paweł z Tebaidy sto lat przepędził, pierwszy pustelnik, gdzie Antoni w świętych marzeniach wyhodował nadziemską duszę swoją! Nigdy i nic już na świecie nie mogłoby przewyższyć uczuć zdumienia, skruchy i trwogi, jakich się tam doznaje.
— Na pewno tak jest, na pewno, jak mówisz, bracie starszy, a jednak... Ja się do tej wysokości wznieść nie mogę. Jestem ciężki, jak kłoda ściętego drzewa, jestem jak głaz na pastwisku, który tylko od własnego ciężaru w ziemię wrasta. Oto wszystko. Wzruszenie moje jest tak leniwe, tak poziome... Jeżeli coś jeszcze wzruszyć mnie jest w stanie, to wiosna. Gdy, jak mówi stary Hezyod w Dniach i nocach — »w liściach dębu pierwsza kukułka zakuka i rozraduje ludzi na ziemskim przestworze«... moje zbutwiałe serce uderzy jeszcze. A kiedyindziej...
— Należy wytężyć siły... — mówił książę głosem przejmującym, a tak cicho, że ledwie go było słychać. — Skierujmy dusze ku wzniosłości! Pomyślmy tylko, za-