Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 02.djvu/021

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

Świętej. Azyi Mniejszej, Syryi. Będzie ci się to wydawało dziwne, ale zapomnisz o tem i nie będziesz myślał. Później ci to wytłumaczę. A teraz weź oto ten sekstern i pisz wyraźnie na pierwszej stronicy te słowa:
»Z pierwszego listu świętego Hieronima do Heliodora:
O puszczo! kwieciem Chrystusowem kwitnąca...
O osobności, gdzie one rodzą się głazy, z których w Objawieniu miasto wielkiego króla wystawione zostaje!
O pustynio, po przyjacielsku z Bogiem się ciesząca«!
— Taka będzie dewiza tego pisma, a teraz zaczniemy...
W chwili, gdy to mówił, żelazne drzwi szczęknęły, i bez szelestu wszedł do sali służący, cicho wymieniając jakieś nazwisko. Książę dał mu znak skinieniem głowy. Kamerdyner odwrócił się, uchylił drzwi i wpuścił do sali wysokiego, barczystego pana. Mowo przybyły miał ogromną głowę z nadzwyczaj wydatnemi rysami twarzy. Oczy jego były wypukłe i natarczywie uważne, po dziecięcemu patrzące. Włosy nad czołem, sklepionem tak jakoś twardo i niewzruszenie, jak odłamy skały, były poskręcane i spiętrzone w naturalne loki, niby u Murzyna. W tyle głowy ujęte w kitajkowy czarny worek, tworzyły długi harbajtel, związany na końcu wstążkową kokardą. Ten wielki mężczyzna ubrany był w mundur oficera pruskiego z czerwonymi wyłogami. Szedł wyprostowany, głośno stukając obcasami trzewików o marmurową posadzkę. Gdy spostrzegł Rafała, na jego twarzy odmalowało się