Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 01.djvu/188

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    te rzeczy o samym Adonaj, ale od tej chwili, kiedy kładzie śmiertelną koszulę i zacznie mówić pacierze, wie mocno, że on mówił czystą prawdę. On nie mówił, jak zawsze mówi, bez urazy, goj do Żyda, on nie mówił nawet, jak Żyd do Żyda. Raz to on przyszedł, długo milczał, a wkońcu zapytał się Urysia o tamte życie, o wieczność... Co jest, jak człowiek umrze? Czy Uryś wierzy w Jahwe? Niech mu powie... Uryś się bardzo przeląkł, Uryś dygotał, ale powiedział mu prawdę. A potem on mówił takie wielkie słowo do najbiedniejszego Żydka z Wygnanki, że Uryś dopiero zobaczył jego rozum. To żyto ozime, co je tam widać, to pan kapitan sam wsiał, ale tamto jare to już siał Michcik. Gdzie to kto widział, żeby taki szlachcic siał, albo karczował? On się przepasał płachtą i sam siał. Urysiowi jest bardzo przyjemnie, że on karczował tę nowinę, a pan kapitan ją zasiał.
    Piękny owies rósł tam na nowej ziemi, jak dzikie ziele. Wśród jasnego zagaja wybuchały gęsto czarne, wyniosłe jego kępy o piórach szerokich, rozwiewnych, i mieniących się w słońcu.
    Rafał nie był tak łaskaw na Urysia, jak brat Piotr.
    Opuścił go ze śmiechem i tylko czasami, z głębi brzozowego gaju, który wśród pół dawniej wyprawionych pozostał, przypatrywał się nieraz jego twardej pracy.
    W tym gaju, w rozległych łąkach, w dziewiczych i niedostępnych rokitach nad stawem, przepędzał dni, albo i wieczory, pogrążony w gnuśne marzenia. Zdarzało się, że nieraz pół dnia przeleżał nawznak w dą-