Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 01.djvu/050

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Hibl miał twarz spokojną, tylko jakby stężałą. Prawe jego oko było przymknięte i dolna szczęka nieco wysunięta. Mówił zwolna, głosem pewnym i spokojnym:
— Cały ten wiekopomny akt przysięgi na wierność monarchom dynastyi Habsburskiej odbył się w największym porządku.
Nardzewski podniósł pistolet i strzelił.
Dym napełnił pokój. Wapno przez kilka chwil sypało się ze ścian i powały.
Rafał podszedł do zegara i sprawdził, że czarny znak żołędnego asa był z karty wystrzelony. Gdy się dym rozwiał i zaczął odpływać do izb przyległych, młody chłopiec ujrzał w polu odchyleń wahadła mnóstwo kul, które siedziały w modrzewiowych belkach. Niektóre były wpakowane jedna na drugą i rozpłaszczone.
Komisarz nie interesował się wcale wynikiem strzału. Siedział na swojem miejscu i kiedy niekiedy machnął ręką dla odpędzenia dymu. Widząc, że Kacper z pośpiechem nabija wystrzelony pistolet, mówił oschle, wyraźnie i śmiało:
— Mnie dym prochowy nie szkodzi, ale może wielmożny dziedzic zaniecha strzałów. Jeszcze ważne sprawy... Podług osnowy rozkazu mej władzy, ogłaszam jako zwierzchności gruntowej, że liczba dni roboczych, jakie odtąd komornicy świadczyć będą, rocznie bez różnicy płci trzynaście, a liczba płci chałupników dwadzieścia sześć wynosić ma. Chłopi, posiadający grunta, o ile płacą określone podatki, pracować na rzecz wielmożnego pana nie więcej nad trzy dni w tygodniu mają. Dłużej jak ośm godzin w zimie, a dwanaście