Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 01.djvu/048

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


lów asystujących bez koni naręcznych, berajterowie, trębacze, później szlachta polska na pięknych koniach...
— Berajterowie, trębacze i szlachta polska na pięknych koniach...
— Damy polskie w powozach, dwór jegomości pana hołdowniczego, wreszcie on sam — i znowu korpus kawaleryi.
— Piękne widowisko, przez Bóg żywy!
— A w dniu hołdu! Od pałacu Spiskiego do kościoła Panny Maryi i do katedry na Wawelu stanęła infanterya i kawalerya w prostych liniach. Wyszli mieszczanie ze swymi cechami, świeckie i zakonne duchowieństwo, deputowani z cyrkułów i wszystka obecna szlachta w paradnych strojach, dalej personal Gubernium krajowego, wszystkie urzędy, akademia. Wszyscy uszykowali się w swych miejscach. Cisza jest, bardzo wielka cisza. Wtedy począł dzwonić na Wawelu wielki, starożytny dzwon, Zygmunt.
Nardzewski słuchał uważnie. Z podziwu, czy zachwytu, głowa jego chwiała się na prawo i na lewo, a z gardła dobywał się co chwila przemocą trzymany głos.
— W wieczór — ciągnął komisarz — było całe miasto illuminowane, a w Sukiennicach książę jegomość Auersperg dał wielki bal, gdzie się aż do samego rana bawiono. Zjazd był tak wielki z obydwóch Galicyów, że Sukiennice nie mogły wszystkich gości ogarnąć. Blisko sześć tysięcy szlachty w nich się z największą radością bawiło. Przy stole były spełnione toasty z wielkim zapałem, przy odgłosie armat...
Nardzewski wciąż śmiał się. W pewnej chwili mruknął, nie odwracając głowy: