Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 01.djvu/047

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Nie pamiętam już dobrze, jak się to stało... Dość, że mię... te... puścił. Rzuciłem się we drzwi, między domostwa, wypadłem w pola i dopiero co mocy w nogach! Gwałt czynili żołnierzykowie, dalej sypać za mną w ciemności kulami, tylko mi koło uszu gwizdały. Ręka boska odegnała... Lasami przyszedłem do tych moich Wyrw bosy, obdarty do naga, głodny. A stanąwszy w tych progach, takem sobie rzekł: »Teraz Ci, Panie Jezu, ślubuję, że już nie wyjdę!« Otóż i siedzę, jak leśny wilk. Widzisz waszmość, że jadłem dość w tym Krakowie chleba, napoły z plewami spieczonego... Zważ waszmość, że działa się ta sprawa w roku Pańskim 1768. Gdzie mnie teraz do Krakowa? Cobym tam ujrzał?
— Wielkie zmiany, pożądane zmiany. Ten dzień 17 sierpnia zeszłego roku na zawsze zostanie w pamięci wszystkich co go widzieli. Najprzedniejsze obywatelstwo Zachodniej Galicyi zgłaszało się do nadwornego komisarza, pana barona Margelika z życzeniem asystowania przy wjeździe jegomości pana hołdowniczego, księcia Auersperga.
— Najprzedniejsze obywatelstwo, mówisz waszmość? Patrzajcieź?
— Tak jest. Nie wszyscy mogli być przyjęci, osobliwie na dzień samego wjazdu 9 sierpnia. Co to za festyn był! Szły naprzód ku miastu przez most z przedmieścia Josephstadtu...
— Skąd, proszę?
— Od przedmieścia, Podgórze dawniej zwanego.
— Dawniej zwanego!... a teraz Josephstadtu...
— Cechy, korpus kawaleryi, stangreci obywate-