Strona:PL Stefan Żeromski - Ludzie bezdomni 01.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


burszów i artystów. Stary wąsal częstował tę młódź lekkomyślną niesłychaną szpagatówką »swego chowu«, serem, który sam wyrabiał i suchym chlebem, którego jeśli sam nie piekł, to przynajmniej osobiście archaizował w swych bezdennych szafach do stanu spleśnienia na kolor biały. W drodze szczególnej łaski pozwalał wówczas byle komu zbliżać się do »broni«, rozwieszonej na ścianach, oraz wywłóczył skądś, ze spodu stare, zagwazdane rysunki i z wyrazem zupełnej niedbałości, jakby obwieszczał rzecz najobojętniejszą w świecie, mówił, wskazując palcem ten lub ów bohomaz:
— Piotr Paweł Rubens...
Albo:
— Szkoła bolońska... Trzeci okres Gwido Reniego...
Po rysunkach takich mistrzów zaczynała się prezentacya innych zbiorów, jak naprzykład, książeczki p. t.: »Priapeia«, w oprawie białej, z cielęcej skórki. Książeczka ta była w kilku miejscach przebita na wylot. Kiedy zapytywano, co znaczą te rozdarcia, Krzywosąd objaśniał, że to było ulubione dziełko Karola XII-go, które wszakże służyło mu nieraz za cel do strzałów z pistoletu. Była tam również laska Seweryna Goszczyńskiego, zwana czasami laską Wincentego Pola. Był sztylet Beniowskiego, wysadzony muszelkami, — mundur oficera z czasów księstwa warszawskiego, dopełniony przez Krzywosąda w ten sposób, że spłowiałe wypustki zastąpione zostały innym, mniej więcej zbliżonym kolorem, a guziki i szlify odpowiednimi guzikami i szlifami uniformu piechoty