Strona:PL Stefan Żeromski - Ludzie bezdomni 01.djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Z zupełną swobodą... Czy nigdy nie zdarzyło ci się widzieć za granicą urządzeń kąpielowych? Naprzykład hydropatycznych, wanien?...
— Owszem, widziałem to w Paryżu, a szczególniej w Szwajcaryi, w Albis, w Baden, na Righi i w innych miejscach. Jeździłem tam ze znajomym, pewnym inżynierem z górnictwa, który tułał się po takich zakładach. Wyciągnąłem go z ogródka systemu Kneippa w Zürichu i woziłem z miejsca na miejsce. Znudziło mię to prędko, więc zostawiłem go na pastwę kąpielowym w doskonałem Righi Kaltbad.
— Kaltbad... Doskonałem... Proszę kochanego pana, czy możesz mi określić, jakie jest twoje usposobienie, czy lubisz towarzystwo, tańczysz, bawisz się?
Judym musiał powtórzyć sobie w myśli to pytanie, ażeby przedewszystkiem samemu sobie zdać sprawę, jakie właściwie jest jego usposobienie.
— Zdaje mi się... — rzekł ze śmiechem, — że dosyć lubię towarzystwo, tylko nie bardzo umiem być człowiekiem miłej zabawy, gdyż pochodzę...
— Kochany panie, wiem, skąd pochodzisz i dlatego tu przyszedłem... — przerwał dyrektor głosem szorstkim, i patrząc mu w oczy tak prosto, jakby w tym wzroku i brzmieniu mowy istotna prawda zamknięta była. — Lekarz, kochany panie, ma w herbie lancet. Zresztą, o czemże to mówimy! Czy znasz warunki utrzymania w Cisach?
— Nie znam.
— Otóż są takie: lokal, światło, opał, całkowite utrzymanie, usługa, konie i t. d. Pensyi sześćset rubli rocznie. Prócz tego możesz czynić użytek z gabinetu