Strona:PL Stefan Żeromski - Ludzie bezdomni 01.djvu/094

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


tak źle jest z nami? Oto powstają wystawy higieniczne, towarzystwa przeciwżebracze, urządza się przytułki noclegowe, funduje kąpiele dla ludu, zabawy — a wreszcie towarzystwo higieniczne, nic nie mówiąc o dziełach miłosierdzia, dokonywanych w ciszy. Panowie, nie mamy potrzeby rumienić się wobec zarzutu kolegi dra Judyma, jakoby lekarz dzisiejszy był lekarzem ludzi bogatych. We wszystkich tych sprawach, na które patrzymy, stan lekarski nie tylko dawał inicyatywę, ale może z dumą o sobie mówić: magna pars fui. Kolega Judym jest młodym człowiekiem. Serce podyktowało mu słowa goryczy, bo samo, widać, wiele cierpień zniosło. Dziś on się może jeszcze do zawziętości, do stronniczego uprzedzenia względem medyków warszawskich nie przyzna, ale gdy mu szron włosy ubieli, napewno potwierdzi moje słowa, że wydał dziś sąd zły i krzywdzący. My mu to wszystko już dziś szczerze i zupełnie z serca odpuszczamy...
Judym uczuł w sobie ni z tego ni z owego coś w rodzaju skruchy. Nawet w myśli nie postało mu nigdy przypuszczenie, że to, co mówił o rzeczach higieny, można mu będzie z serca odpuścić. Zanim jednak zdołał zoryentować się w gąszczu nowych, a tak niezwykłych uczuć, wstał doktór Płowicz, który był jednocześnie z drem Kaleckim o głos prosił i ostrym, donośnym tonem rzekł co następuje:
— Szanowny kolega Kalecki sformułował wszystko, co o materyałach przez prelegenta poruszonych rzecby można. Według mnie kolega Kalecki w jednem tylko miejscu użył barwy zbyt nikłej, na odparcie zarzutów doktora Judyma. Mówię o tym punkcie, gdzie autor