Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


najsłabsze nawet wyobrażenie o historyach tak amarantowych, jak o tem, co to jest, naprzykład, mędrzec?
— Mędrzec — jest to człowiek szczęśliwy. Z zastrzeżeniem: w tej chwili. Paradoks głosi: sapientem solum felicem esse.
— Po łacinie? Uciekam do domu!
— Niech pani jeszcze nie odchodzi. Przecież jeszcze niczegośmy się nie dowiedzieli... Ja przynajmniej nie wiem nawet tego, jak pani na imię.
— A pocóż to znowu może być panu potrzebne?
— Do rozmyślań i spekulacyi naukowych — łacińskich, hebrajsko-amarantowych.
— E, — wie pan co, — nie powiem, jak mi na imię. Po co, na co to panu? Z jakiej racyi? Jeszcze pan komu obcemu powtórzy, narobi pan plotek...
— O tem imieniu?
— A o tem imieniu.
— Nikomu nie powiem! Sam będę to imię miał w sobie, jak woda ma czasami w największej swej głębokości słońce ze szczytu nieba.
— Och, jakie zawikłane porównanie!
— Wie pani, jest jedna taka woda na świecie...
— Nic nie chcę wiedzieć o żadnej wodzie na świecie!
— Niech pani zechce usiąść na tej ławce i posłuchać. To jest bardzo interesujące. Proszę powiedzieć mi imię swoje.
— A przecie pan słyszał wczoraj, jak Horścik bełkotał z »ciocią« Barnawską.
— Nie słyszałem... A on mówił naprawdę?
— Mówił.