Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/369

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Niech pani weźmie sobie połowę. Mnie te pieniądze i tak nie zbawią, bo to na mnie mało. Za dużo znowu, żeby przeżyć. Może pani zrobić coś dobrego.
— No więc, — mówiła po głębokim namyśle, — niech mi pan pożyczy jeszcze dziesięć tysięcy.
— Służę.
Wzięła trzynaście banknotów po tysiąc franków, kiwnęła Jaśniachowi głową i odeszła. W pewnej chwili stanęła i obejrzała się przez ramię. — Spostrzegła, że dziwadło stoi na miejscu i patrzy za nią. Rzekła głośno:
— O której odchodzi statek?
— Za godzinę z górą.
— Może tu jeszcze przyjdę pożegnać się z panem.
— Czekam.
Poszła szybko. Pewien właściciel karetki, który odwiózł pasażera do portu, zaproponował, żeby wsiadła. Wskoczyła do pudła i kazała się zawieźć do hotelu des Anglais.
Wbiegła szybko do hotelowego parlour i kazała lokajowi poprosić hrabiego Szczerbica. Za chwilę wezwany stał przed nią. Dziwne zdumienie targnęło jego twarz.
Ewa przystąpiła bliżej i podniosła na niego oczy szczere i czyste. Dość długo nie mogła mówić ani słowa. Nareszcie oświadczyła:
— Przyszłam prosić pana o łaskę, o łaskę!
— Wszystko!
— Przyszłam prosić, żeby pan zechciał wziąć ode mnie z powrotem, com od pana pożyczyła.