Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


talerz lepkiego klajstru, zabrała ze sobą ścierki mokre, szczotki, butelkę z lakierem czarnym i drugą z farbą białą, nadto różne niezbędne zamszowe skórki, puszkę z zaprawą do podłóg, kredę i t. d. Obładowana tem wszystkiem wróciła do pokoju, opuszczonego przed chwilą. Zamknęła na klucz drzwi, zrzuciła z ramion stanik i zabrała się do pracy. Szybko popodklejała wiszące i odstające strzępy tapetów skrawkami, doskonale utrafiając w deseń, z istnym artyzmem pozalepiała wybite dziury. Oczyściła piec, a czarne szpary między kaflami zaciągnęła »śnieżystą« masą gipsowo-kredową. Wytarła potworną rurę pieca — i wówczas dopiero zabrała się do podłogi. Starła ją mokremi ścierkami i w miejscach najbardziej zdrapanych pomalowała farbą. To samo uczyniła z parapetem okna. Wówczas przyszedł czas i na stolik. Pracowicie a z bajeczną wprawą nalewała na zamszową skórkę resztki zeschłego w butli lakieru i, trąc niemi silnie powierzchnię, nie tylko zniweczyła ślady oparzeń, ale nadto obdarzyła stoliczysko »wyrazem« zupełnej (no, względnie!) nowości. Radość kiła na duszę jej, kiedy stół z potwora, ze wstrętnego grzesznika przeistaczał się w cudo wdzięku. Śmiał się do niej swą lustrzaną, czarną powierzchnią ten stół z krzywemi nogami, zaiste jak twarz człowieka, któremu grzechy jego odpuszczono.
Gdy tak szybko, chwytając oddech i wyrzucając ramiona, z zaciśniętymi zębami tarła ów stolik, włosy rozpuściły się i burza ich spadła na obnażone ramiona. Prześliczne, królewskiej piękności ręce ustały od pracy. Do głowy krew uderzyła. Oczy zasłoniła mgła strudzenia. Ewa bez sił upadła, a później poło-