Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/317

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Powiedziała.
— Zaraz do niej pójdę i rozprawię się.
— Co pani chce robić? Jeśli pani rozdrażni babę, to ona może zgubić i panią i całą rodzinę. Niech pani weźmie pod uwagę moją propozycyę. Jest to wyjście ze wszystkiego. Przekona się pani!... Jest to tak proste...
— Panie Horst, jesteś zabawny ze swemi aspiracyami do kobiet, tak nizko upadłych, jak ja.
— Kocham panią nad życie! Nie chłopiec lekkomyślny to mówi, lecz ja, Horst...
— Ech, nudny pan jesteś ze swą miłością »nad życie«. Niby ja nie wiem... Chciałoby się być moim narzeczonym« z półtora roku — prawda? Chce mi pan towarzyszyć do Barnawskiej?
— Ja? Po co?
— Mówiłam panu, że się rozprawię z jędzą. Może będę potrzebowała męskiej pomocy. Skoro mię pan tak kocha — (Horst i »kocham nad życie...«), to niechże mię pan broni w potrzebie... — W przeciwnym razie gotowam pomyśleć, że umie pan być tylko agentem cioci Barnawskiej.
Uśmiechał się złowieszczo. Kiwał głową, gdy zstępowali ze schodów, milczał, gdy szli ulicami w kierunku mieszkania Barnawskiej. Skoro zadzwonili, musieli, według zwyczaju, czekać dość długo. Nareszcie szczęknął opuszczony łańcuch, a zgrzytnął klucz w zamku i odsunął się zatrzask. Stara służąca, po wielu pytaniach i troskliwem skonstatowaniu tożsamości osób, wpuściła ich do przybytku. Barnawska siedziała na fotelu, obitym czerwoną skórą, z kolosalnemi nogami, obwiniętemi we flanele i opartemi o mały