Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/312

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zgłosił do kantoru nowego domu komisowo-handlowego pod nazwą »Unitas«. Ja tam jestem jednym z członków założycieli i współwłaścicielem. Niech go pani pośle, niby to przypadkiem zasłyszawszy, że tam można dostać miejsce. Mógłby tam być magazynierem. Będę w tem, żeby go zaraz umieszczono.
Ewa ścisnęła jego rękę.
— Pożegnam już panią, gdyż tu lada chwila ktoś mógłby nadejść. Do widzenia... w wagonie!
— Do widzenia...
Usiadła na kanapce w środku sali i zapadła w marzenia. Władze duszy zgasły. Drzemała. Ciche śnienie przesuwało się, jak obłoki jesienne, miękkie i chłodne. Płyną obłoki w odległe kraj, w omglone równiny, gdzie topolowe aleje i łany zbóż, gdzie ledwie widoczne wiatraki machają skrzydłami...
— Pocóż ten człowiek to wszystko robi? Jaki ma w tem cel, żeby mi dawać tyle pieniędzy? Dlaczego chce dać posadę ojcu?...
Uczuła, że łzy spływają po jej policzkach, a nie miała siły ich otrzeć. Myślała ociężale i obojętnie:
— Czy też to jest rzecz dobra, czy zła, wyjednać posadę ojcu, dać chleb i spokój matce? Czy też to jest cnota zostać nadal w kawiarni i żyć tutaj z roku na rok, aż do chwili zupełnej zguby? Coby też kazał w dniu dzisiejszym uczynić Łukasz? Czy on pochwali to, co zrobiła, czy ją za to odtrąci, że wzięła od Szczerbica pieniądze?
I znowu szereg tych samych myśli:
— Dlaczego Szczerbic dał mi te pieniądze? Co ma za cel, jaką myśl? Czy on jest szlachetny, czy łotr?