Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/285

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i miło otaczały włosy rozczesane w sposob oryginalny, a jakby z umyślnem dążeniem do postarzenia twarzy. Usta i równy, chrząstkowaty nos tworzyły spokojne, »greckie« linie. Oczy były zimne, pełne rozumu i stanowczości. Przenikliwa siła skupiała się w blado-przezroczystych źrenicach, pełnych promieni światła. Pani Niepołomska przez chwilę cierpliwie i uprzejmie czekała na nazwisko Ewy, a nie mogąc się doczekać, z pewną stylową oziębłością wskazała jej ręką nizki fotel w środku pokoju. Ewa czuła dobrze, że należało przedstawić się, i myślała nad tem, co ma czynić. Miała nadzieję, że inną w tem miejscu zastanie kobietę. Od pierwszego wejrzenia poznała, że się zawiodła. Niespodziewanie dla samej siebie rzekła:
— Przedewszystkiem... muszę pani powiedzieć swoje nazwisko...
— Pani nazwisko — to Pobratyńska. Panna... Ewa Pobratyńska...
— Czy pani mię zna?
— Nie znam pani.
— Skądże?
— Domyśliłam się. Gdy pani tu weszła i spojrzała na mnie, pomyślałam sobie natychmiast, że to właśnie panią zgubił mój nieposkromiony małżonek.
— Z czegóż to pani wywnioskowała?
— Ze spojrzenia oczu.
— Nie wiedziałam, że moje oczy zdradzają tak karygodnie wszelkie tajemnice.
— Zdrady nasze rodzą nowych zdrajców w nas samych, w naszych rękach, oczach, ustach.
— Nie popełniłam zdrady względem nikogo. Chyba