Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/236

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


razem z nim, jako pył, jako pył ziemski. Zimny wiatr okręcał jej suknię około jego nóg, a zimowy płaszczyk dookoła jego ramion. Byli spleceni i mieli oboje jak gdyby te same dwa skrzydła. Upadła wówczas przed nim na kolana, objęła jego nogi rękoma. Była to rozkosz nad rozkosze patrzeć nań z dołu, na związanego rękami, gdy w swem krótkiem futerku nachylał się i uśmiechał. Dookoła był mokry śnieg. Dziko szumiały gałęzie świerków. Słyszała teraz w sobie szum tych drzew i razem z szumem leciała w wichrze.
A-w parku, w ciemną noc! Siedzieli przytuleni, sami jedni, oddani sobie nawzajem duchem i ciałem. Słyszała i teraz jeszcze, jak w nim biło wzburzone serce, czuła ustami ogień jego policzków. Słyszała jeszcze błagalny szept...
Nigdy jednak nie ważyła się wchodzić myślami razem z nim do tamtego pokoju. Stawała na tym progu, z załamanemi rękoma, jak obca dusza, i biła nieszczęśliwem czołem o te drzwi. To było blizkie tak bardzo, że nie można było spojrzeć nań zdala. To było tajne, sekretne i wykonane pod przysięgą. A teraz oto zdradzone zostało wszystko.
Najgłębsza rozkosz nocna, o której wiedział tylko on sam, Łukasz, i ona sama, — rozgłoszoną została po rogach ulic przez straszne, obce siły, poznana jest przez najbezwstydniejszych szyderców, przez wrogów najbardziej mściwych!






Pewnego odwieczerza, w drugiej połowie sierpnia Ewa siedziała w oknie swej izby, martwo patrząc w podwórze domostwa.