Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie mogę. Ani jednego listeczka!
— Będę pisywał miejską pocztą do biura, — nie
często, żeby nie wzbudzać podejrzeń woźnego, który będzie pani listy doręczał. Za każdy list duży pieniądz woźnemu.
— Dobrze, Galeotto...
— A czy zadowolona z pomysłu?
— Dziękuję, dziękuję... Ach, jak dziękuję...






»Ilekroć pomyślę, że to, co tu piszę, Pani czytać będzie, pióro mi w palcach drży! A przecież sam pragnąłem szczęścia pisania do Pani i sam tę łaskę wyprosiłem. Więc napiszę wszystko i tylko samą prawdę, nic nie zataję, uczynię przed Panią zeznanie prawdy i wyznanie duszy!... I, jak w psalmie Dawida — »serce, przewrotne odstąpi odemnie, a o złe nie będę dbał«. Dlatego to pióro mi w palcach drży. Otworzę moje życie i stanę przed Panią, moim ołtarzem. Nic nie może się równać z rozkoszą tego posłania do Pani i nic nie może być męką głębszego rodzaju nad niemoc wyrażenia w słowie. Ale wzniesienie się z barłogu swego i ta radość, że wstanę, jak duch, i pójdę ku duchowi. Trzepocą się we mnie słowa niezwyciężone, ptaki cudnopióre, a ręka drży i opada, gdy je wypuścić i posłać do Pani przychodzi. Pani natchnęła mnie łaską szczerości. Czarodziejskiem dotknięciem kwiatu powiedziała jej pani: wstań szczerości! Mogę otworzyć oczy i widzieć oczy Pani, — o, rozkoszy! — oczy, »w których niemasz zdrady?« Czy pojmuje Pani te słowa bezmiernej czci dla człowieka — »w którego oczach