Strona:PL Stefan Żeromski - Duma o hetmanie.djvu/094

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



Przez dziedziniec wawelski hetman w nocy przechodzi.
Nogi jego, jakoby kosą podcięte.
Serce ustało.
W kościach czaszki myśli ogniem goreją.
Księżyc świeci na niebie.
Cisza w zamczysku.
Ruina wszędy.
Pustka głucha.
Echo przedrzeźnia każdy krok.
Każde westchnienie z kątów odrzuca i — wyśmiane — kamieniem w ucho ciska.
W podziemia na lewą rękę wziął się wódz, w krużganki wysokie wstąpił po schodach kamiennych.
Ciemnemi korytarzami, szlakiem młodości, drogą omacną idzie w mroku ociężale.
Na dół go wiedzie kamienny chodnik — w górę zmusza dźwigać stopy.
Wreszcie u ślepego końca — drzwi, — w głuchym murze.
Uderza dłoń w okucia raz, drugi raz i trzeci.
Serce w piersiach kołace, jako ta ręka w królewskie drzwi.