Strona:PL Stanisław Wyspiański-Noc listopadowa.djvu/042

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i będę czemś, — nie błaznem, nie kpem,
nie dworakiem,
ale Carem Polski — przez krew,

JOANNA

Ty!!!

W. KSIĄŻE

Polakiem.

JOANNA

Łżesz.

W. KSIĄŻE

Małczaj!

JOANNA

Ty łasisz się i klniesz, — —

W. KSIĄŻE

Słuchaj, — ty milcz, — ja mówię świętą rzecz;
ja się zbudził od dziś, — ja będę lew,
ja chcę krwi, walczyć chcę, — ja poczuł krew
w powietrzu. — Będę Bóg przez ciebie.

JOANNA

Łżesz.

W. KSIĄŻE

Ty piękna, — ciszej ty, bo ty mnie słowem gniesz.
Słuchaj mnie ty. — Jak była wielka wojna,
tak będzie teraz znów, — a ty dostojna
Carowa; — — ja każę kuć koronę
dla ciebie, — jako wziąłem cię za żonę.
Wojna, wojna, — Polaki, to są lwy.
Oni zdobędą wsio, — jak lodowcowe kry,