Strona:PL Stanisław Wyspiański-Noc listopadowa.djvu/037

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


GENDRE

Konia dla księcia!

KURUTA

Już wiodą.

W. KSIĄŻE

Nie, — pozostanę. —
Tam — po co? — Niech ogień płonie.

KUROTA

A coby książe powiedział,
gdy płomień drugi uderzy
i trzeci i czwarty wstanie,
i tak te czarne odchłanie
zaczną grać — ?

W. KSIĄŻE

Że to powstanie.

KURUTA

A tak — tak — ogień — bunt, ogień pożarny;
tak, jak rozpali się ten lud cmentarny;
tak świeże groby wystrzelą piorunem;
będziemy tańczyć trupy.

W. KSIĄŻE

Z złotem Runem
na piersi; — jak kto nasze odkryje opończe,
pozna stróże Carskiego słowa, — wsio rycerni,
my niebędziemy umierać, lecz ginąć
albo zwyciężać; —
jak zechce Car będziemy słynąć.

GENDRE

A jeźli Car nie zechce — ?