Strona:PL Stanisław Wyspiański-Klątwa.djvu/037

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Cóś Piotrowego zabył zaprzania
a Judaszowej zdrady,
schyl pobłażania, zwól zlitowania!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
(Ostatnie słowa mówi klęcząc; — — wstaje i odchodzi z głową pochyloną w stronę kościoła).

CHÓR.

Wielkie znać muszą być te winy,
po które Boża sięga ręka;
daremno błaga i uklęka,
już modły próżne, Bóg nie słucha,
Niebiosów litość dla nas głucha,
Zagłada grozi i Posucha;
..............
co radzić, co uczynić? —

SOŁTYS.

Spełnić co kazał człowiek z lasu,

CHÓR.

Ksiądz będzie swarzyć i nas winić.

SOŁTYS.

Trza chyżo, póki tego czasu
ksiądz jest w kościele,
wypełnić wszystko sporo.

CHÓR.

Sprządz
czarnorogich wołów czworo;
tymi, dwie sągi ciężkich kłód
het na dalekie wywieść pole,
ugorne, puste,
skądby nie dojrzeć wsiowych chat.