Strona:PL Stanisław Przybyszewski-Dla szczęścia.djvu/062

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    MLICKI (trzęsąc się nerwowo, z wyciągniętą ręką — po chwili z trudnością). Precz stąd...
    ZDŻARSKI. Nie chciałbyś wprzód dowiedzieć się, co się z Heleną stało?...
    MLICKI (patrzy nań błędnie).
    OLGA. Chodź Stefanie! Chodź! Błagam cię, chodź! Zostaw go tu!...
    MLICKI. Czekaj tylko, czekaj! — Niech wprzód powie! On ma coś strasznego do powiedzenia (krzyczy do Zdżarskiego). Mów! Mów!...
    OLGA. Nie pozwól mu tryumfować!... (chwyta Mlickiego za rękę). Chodź! Sama ci powiem! Chodź! Chodź!
    MLICKI (wyrywa się gwałtownie i woła ochrypłym głosem). Mówże wreszcie przeklęty kacie!
    OLGA (z mocą). Sama ci powiem. Helena się zabiła!
    ZDŻARSKI. Utopiła!
    MLICKI (nie rozumiejąc). Utopiła? Helena się utopiła?
    OLGA. Tak, utopiła się!
    MLICKI (patrzy nieprzytomnie to na Olgę, to na Zdżarskiego, potem rzuca się na niego). Kłamiesz! Kłamiesz! Powiedz, żeś skłamał!
    ZDŻARSKI. Sam się niedługo przekonasz. Ja w trupiarni podałem wasz adres, więc ją tu przyniosą...
    MLICKI. Co mówi ten szatan? Tu ją zaraz przyniosą?...