Strona:PL Stanisław Przybyszewski-Dla szczęścia.djvu/055

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    mnie. Nie wiem za co. To mnie zresztą mało obchodzi... I w tym celu zakwaterowałeś się u Stefana i zacząłeś szczuć Helenę przeciw Stefanowi, a Stefana przeciw mnie.
    ZDŻARSKI (cynicznie). Jak widzę, jesteś o wszystkiem dobrze poinformowana. Skarżył ci się biedny Stefanek?...
    OLGA (przerywa mu). Chciałeś zachwiać miłością Stefana. Chciałeś w niego jad zaszczepić. Wiesz! Jesteś jak jadowity pająk...
    ZDŻARSKI. Dziękuję — i cieszy mnie — że widocznie należycie oceniasz mój wpływ na Stefana — (śmieje się dziko). Mówił ci o Pretwicu? Czy bardzo nad nim ubolewał!...
    OLGA (wyniośle). Proszę nie mówić mnie »ty«, to mi bardzo nieprzyjemnie.
    ZDŻARSKI. A zatem pani! wybornie... Właściwie żal mi pani; jesteś pani dla mnie bardzo ciekawą tą swoją gorączkową tęsknotą za władzą, siłą i mocą... A co najciekawsze, że pani, coś całe życie goniła za tą hardą twardą dumą, co nie zna ani granic, ani przeszkód, wybrałaś sobie właśnie człowieka — miękkiego jak wosk, tkliwego jak rozpieszczone dziecko.
    OLGA (przerywa). Znam tylko jednę tęsknotę i jedno pragnienie za tem, co piękne... Możesz sobie zatem