Strona:PL Stanisław Przybyszewski-Dla szczęścia.djvu/049

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    ty przed chwilą mówiła. Wiem, że bez ciebie żyć nie mogę. Wiem, że dla niej śmierć byłaby prawdziwem szczęściem. A jednak... Jakbym miał gdzieś drugi mózg, który zupełnie inaczej myśli, który sobie ze mnie kpi, cały mój rozsądek wywraca. Patrz, dziś naprzykład. Szukałem jej po całem mieście... W mieszkaniu jej niema... Znikła... Wiedziałem to od kilku tygodni... Więc się zabiła... mówi mój mózg. Ale w tej samej chwili osłabłem, nogi poczęły mi się chwiać...
    OLGA (przerywa). Gdzież nasze szczęście, gdzie? O jak ja pragnęłam tego szczęścia z tobą, jak drżałam na samą myśl, że za parę dni nowe życie się dla mnie rozpocznie... tak niewysłowienie piękne życie.
    MLICKI (zgnębiony). Nie męcz mnie teraz. To wszystko przejdzie. Wpierw muszę ochłonąć. Tak bez wszystkiego, całej przeszłości ze serca wyrwać nie można.
    OLGA (namiętnie). Można, można, wszystko można, jeśli się kocha!
    MLICKI. Tak tak... łatwo ci to mówić. Tyś na twej drodze nie miała żadnych przeszkód.
    OLGA. A tyś ciężką ofiarę poniósł?
    MLICKI (nie odpowiada).
    OLGA. I ta ofiara przechodzi twe siły?
    MLICKI (nagle). Powiedz tylko, kochasz ty mnie rzeczywiście tak jak mówisz?...