Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Teatr.djvu/259

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


DALSZY CIĄG POLEMIKI Z LEONEM CHWISTKIEM.


Mimo całego uznania dla sumienności, z jaką Leon Chwistek zabrał się znowu do estetyki w 2-gim numerze »Nowej Sztuki«, muszę wyznać, że niektóre metody jego dziwne robią na mnie wrażenie. Wygląda on jak człowiek, wokół którego wre walka na kije i który zdaje się nie dostrzegać tego zupełnie. Już parę mózgów opryskuje bliższe przedmioty, już część walczących umyka z kwikiem z placu boju, a on, trzymając w ręku kij tęgi, namyśla się nad tem, jakie ruchy wogóle przyrządem tym (widać całkiem mu nieznanym) wykonać można. W głębokiej zadumie, nie racząc parować nawet padających nań w zamięszaniu ciosów, myśli sobie: »Kij jest długi i twardy, mogę nim ruszać, zależnie od giętkości mej dłoni, we wszystkie strony, a więc mogę nim ewentualnie uderzyć jakiś przedmiot. Ludzie są przedmiotami, a więc mogę ich walić«. I nareszcie podnosi kij... Ale bitwa dawno jest skończona i użycie kija zdaje się niepotrzebne. Ponieważ jednak »teorja bicia« jest gotowa, czyż nie warto jej zastosować? I nie zważając na otrzymane ciosy, nie racząc nawet skonstatować przez kogo są zadane, zaczyna rozcinać swą bronią jęczące