Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Teatr.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nien brzmieć: Bliższe zaciemnienia w kwestji etc.«, trudno sobie bowiem wyobrazić większą niemoc w formowaniu swojej myśli, w ekspresji słowa. Jest to jakiś bezformizm i antyekspresjonizm chorążego formizmu, czy ekspresjonizmu. Za czasów »Zielonego balonika« w Krakowie urządziliśmy raz parodję uroczystego posiedzenia Akademji Umiejętności. Niektóre z naszych przemów żywcem przypominały to, co p. Witkiewicz pisuje na serjo. Czy ten filut jednak na serjo to wszystko pisze? Bo czasem, czytając jego rozprawy, nabiera się przekonania, że ten syn nie pospolitego artysty i pisarza odbywa nad nami jakąś wyrafinowaną drwinę, że z całym nakładem trudu parodjuje pewne sposoby myślenia, pewne mody rozumowania i że kiedyś, po latach, przyzna się do tej piekielnej igraszki. Bo od czasu do czasu, gdy zapomni swej roli, z pod pióra jego wypływają zdania o pełnym sensie, zdrowe spostrzeżenia, nie oryginalne, powiedziane już wielokrotnie przed nim, ale normalne. Rychło jednak opanowywa się: »zastanówmy się nad trupem, podniesionym do kwadratu, sześcianu, lub n-tej. Trup może być w życiu tylko trupem. Śmierć nie ma stopni«. Wydawałoby się, że skoro nie ma stopni, to niema się czego »zastanawiać« nad trupem w kwadracie, ale p. Witkiewicz jest formistycznym Jeniałkiewiczem, zastanawia się głęboko czy biały niedźwiedź jest ubielonym czarnym niedźwiedziem, czy też czarny niedźwiedź jest uczernionym białym niedźwiedziem — więc z całą powagą pisze: »«trup X trup = (trup)2«. — Ale to przynajmniej ma humor«.

Oto w jaki sposób jeden z naszych »najwybitniejszych« krytyków przyjmuje wysiłki w kierunku stworzenia systemu pojęć dla formalnej krytyki i to człowiek, który zdaje się formę »uznaje«. Zupełnie niezrozumienie rzeczy stosunkowo dość prostych (trudno — o to nie można mieć pretensji — ale po co o tem pisać?), gołosłowne wymyślania, rozmyślnie fałszywie wybrane cytaty, które wyrwane z całości nie mają sensu. Tu jest już gorzej. Metoda ta nie jest godna p. Siedleckiego, który postępuje tu poniżej samego siebie. Nie trzeba wszystkiego, co jest łatwo zrozumiałe uważać za truizm, a wszystkiego, co jest trudno zrozumiałe — za nonsens. Myśląc w ten sposób (nie