Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Pożegnanie jesieni.djvu/341

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


niemożliwego — to było prawdą! Okazało się to czemś na razie „intransformable“ — jako nie dające się przełożyć na czyste dźwięki, a nawet na nieczyste. Teraz pojął nagle po raz pierwszy co to jest żona (można ją zdradzać, ale nie można być zdradzanym — „wot kakaja sztuka“) i to, że tę żonę kochał cały ten czas bez pamięci, nawet zanurzony w świat rodzących się dźwięków, gdy tarzał się w twardych objęciach Jagniesi. W żonę się strzela — na to niema rady. Może to wreszcie odezwała się w nim perska krew książąt Belial-Prepudrech — niewiadomo — dość, że, nie namyślając się już, sięgnął zwolna do tylnej kieszeni od spodni, coś tam wyjął, a potem nagle wystrzelił w Helę z browninga, mierząc mniej więcej w pierś przy pomocy bocznej akomodacji i patrząc w jej oczy, które śledziły go z pewnem ironicznem zaciekawieniem. (W chwili gdy mierzył Hela powiedziała:
— Ależ, mój Aziu, nic lepszego nie mogłeś zrobić.) Padła i zamknęła oczy — zdawało się, że kona, ale kto mógł to wiedzieć napewno: zapadała w nicość, z uczuciem nieopisanej rozkoszy — ta nieodpowiedzialność, ta lekkość wszystkiego — zdawało się jej, że pochyla się nad nią Bóg, ten jedyny i przebacza jej wszystko — uśmiechnęła się i zemdlała. „To mi da dopiero nowy wymiar muzyczny“, — pomyślał Prepudrech słowami których nauczył się od Tazia, „możliwość tych rzeczy, których nie śmiałem jeszcze sobie wyobrazić. Ha — gdybym miał naprawdę talent, byłbym wielki. Jako jakość maszynę artystyczną mam pierwszorzędną“. Myśląc tak wyszedł z pokoju, nie spojrzawszy już na Helę (czuł, że jeśli spojrzy zacznie ją ratować, a to byłoby już śmieszne) włożył futro, wziął olbrzymi plik nutowego papieru i parę ołówków i pobiegł za sędzią śledczym. Dogonił go wsiadającego już do sanek. Po drodze „butler“ Ćwirek pytał go gorączkowo:
— Co jeszcze? Co jeszcze? Czy Książę Pan oszalał?