Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Pożegnanie jesieni.djvu/297

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tamci. Na górze związali narty, dwie pary razem i tak zwieźli Helę do małej restauracyjki podgórskiej. Doktór skonstatował naciągnięcie ścięgna i kazał leżeć przez dni parę.
Atanazy cierpiał jak na torturach, nie mogąc ani na chwilę pozostać z Helę sam na sam i rozmówić się z nią co do przyszłości. Nie był pewnym niczego, a wspomnienie tej nogi napełniało go żarem dzikich, nieznośnych pożądań. Zosię znienawidził zupełnie, a do siebie czuł wstręt nieprzezwyciężony, będąc jednem, wielkiem kłębowiskiem niesytych, przewrotnych żądz. Kiedy siedział koło olbrzymiego małżeńskiego łóżka Prepudrechów, w którem, rozwalona na przekątni, księżna czytała (zawsze przy świadkach), lub bawiła się z gośćmi, zdawało mu się, że pęknie od potwornego, niepojętego pragnienia jej ciała. Siła tych uczuć przenosiła go prawie w metafizyczny wymiar. Zaczynał pojmować teorję Malinowskiego powstawania uczuć religijnych z zupełnie zwykłych stanów zwierzęcych, w odpowiedniem natężeniu. Hela stawała się dla niego czemś nadnaturalnem, groźnym jakimś fetyszem nie z tego świata: w beznadziejnem poddaniu się jej znajdował jakąś okrutną rozkosz. A ona dręczyła go w sposób wyrafinowany, chcąc go definitywnie do siebie przywiązać. Wiedząc już o jego zboczeniu, pokazywała mu czasem przy wszystkich niby to niechcący, nogę z pod kołdry, lub kazała sobie poprawić coś w poduszkach, czy też wstążkach czepeczka, i wtedy podsuwała mu pod sam nos, pachnącą cyklamenem, (Hela nie używała teraz żadnych perfum), rudą, nieogoloną pachę. Atanazy parę razy o mało nie doznał najwyższej rozkoszy bez niczyjego udziału, ale trzymał się jeszcze ostatnim wysiłkiem. Wieczorem — i to było najgorsze — zatrzymywała Hela męża przy sobie i posyłała Atanazemu znaczące, bezwstydne spojrzenie. Ale rzecz dziwna: Atanazy nigdy nie był zazdrosnym o Prepudrecha —