Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Pożegnanie jesieni.djvu/261

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Pragmatyczny! On śmie używać wobec mnie takich wyrazów. Z pewnością nie wiesz nawet co to jest.
— Wiem: nauczył mnie Bazakbal. On jest bardziej twórczy w swoich myślach, niż ty — semici wogóle zdolni są tylko do reprodukcji i przeróbek. — Biała mgła wściekłości zasłoniła Heli wzrok. Zbladła i niebieskie jej oczy błysnęły czystem, niepohamowanem złem. Była szatańsko piękna. Książe zmięszał się lekko. „Psiakrew, jeszcze nie mam na nią dość siły, ale poczekaj!“
— Sam jesteś pragmatysta. Twój stosunek do muzyki jest taki. Nie mając talentu, chcesz gwałtem zrobić z siebie artystę, aby ci było z tem lepiej.
Jestem artystą i koniec. Skończyły się czasy pogardzania mną bez powodu. Sztuka to nie religja. Artystą można zostać zupełnie przypadkowo — à propos czegokolwiekbądź — można i pragmatycznie. Nic to nikomu nie ubliża. Ale z religją inna rzecz: tam niema żartów. Bóg ścierpieć pragmatystów nie może. Chyba, że może ten twój, sam jest pragmatystą. Ha, ha!
— Ależ mój Bóg jest też twoim Bogiem, Aziu, jedynym Bogiem jedynego Istnienia. Poza Nim niema zbawienia.
— Nie wiem kto z nas będzie jeszcze zbawiony, a kto nie. Takiego demona jak ty, Hela, zbawić, to bardzo trudne jest zadanie. A artysta zawsze się jakoś dopcha do tronu Przedwiecznego. Religja i sztuka mają to samo źródło w bezpośrednio danej samotności indywiduum we Wszechświecie — z którego powstaje lęk metafizyczny. Sztuka ten lęk pokrywa konstrukcjami działającemi bezpośrednio, religja jest systemem pojęciowym ujmującym uczucia, które z tego lęku płyną. Tak mówił mi Atanazy, który jest moim prawdziwym przyjacielem. — Patrzył na nią uważnie. Ani drgnęła. Mimo wszystko, co postanawiał, poczuł z tego powodu szalone szczęście. „Trzeba się trzymać, gra jest niebez-