Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Pożegnanie jesieni.djvu/260

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w nim tylko zdolność przezwyciężania tego stanu, kosztem jednak szalonej ilości zużytej psychicznej energji. „Może to rzeczywiście prawdziwa odwaga na tem polega“, myślała wtedy, gdy pożądane było w danej chwili usprawiedliwienie przed sobą swego upadku i nadanie pogardzanemu w głębi duszy mężowi wyższej jakiejś wartości.
— Ty nie wiesz, co się dzieje. Nie czytasz gazet i nic cię nie obchodzi. Papa jest jak oszalały — robi tytaniczne wprost wysiłki, żeby się ostać w tym nadchodzącym przewrocie i zdobyć stanowiska ministra rolnictwa, ale wszystko wisi na włosku. Jeśli ta rewolucja się nie uda, może być skazany na śmierć przez tych, co rządą teraz. Zaangażował się zanadto po stronie chłopomanów — cofnąć się nie może.
— A cóż to mnie obchodzić może. Ja jestem artystą, Helu: teraz nie będziesz się mnie już wstydzić i nazywać niczem. Usprawiedliwię moje istnienie sam: bez twojej pomocy i twego sztucznego Boga, który mnie znudził ostatecznie tem, że w niego nie wierzysz. Ja jestem naprawdę religijny: au fond byłem takim zawsze. Tylko twoje nawrócenie uświadomiło mnie katalicznie.
Katalicznie! To już była bezczelność. Ostatnim wysiłkiem woli opanowała Hela wybuch. „I jakich „to“ wyrazów używa! To takie coś śmie.....“ Nie mogła przecież zapytać, tego Prepudrecha czy nie przestał kochać jej przypadkiem, albo czy jej czasem nie zdradził — to byłoby już zbyt śmieszne.
— Mego Boga, jak mówisz — raczej jak ośmielasz się mówić — zostaw proszę poza dyskusją. Ale natomiast.... —
— Tu niema żadnej dyskusji. Jest tylko stwierdzenie faktu. Stosunek twój do religji jest pragmatyczny: uwierzyłaś, aby ci było lepiej, a nie z wewnętrznego musu.