Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Pożegnanie jesieni.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


twój — muszę, muszę, musisz, jeśli nie, ucieknę od ciebie i zginę.
— To pewnie ta żydówka, ta Hela — o jakże ja jej nienawidzę! Rób co chcesz. — wyszeptała Zosia i poddała mu się.
— Nie — ona cię lubi. To nie to. To rzeczy stokroć głębsze. Ty nie wiesz. Ja w tej chwili muszę zamknąć moje życie. Ta chwila minie i ja nigdy nie zdołam tego wykonać. — Zamknął jej usta straszliwym pocałunkiem, obezwładnił ją uderzeniem czegoś niewyrażalnego w najtajniejszą cześć jej dziewiczego ciała. I teraz leżeli oto: jedna kupa mięsa i dwa duchy na przeciwległych krańcach Mlecznej Drogi, złączone straszliwą, bezmyślną, wielką, idealną miłością. Atanazy, wyrządziwszy krzywdę Zosi zdawał się wyrywać sobie wnętrzności bez pomocy rąk i narzędzi ze straszliwego, czystego uczucia. Kochał ją w tej chwili bez śladu nawet zmysłowości (nic dziwnego), a z natężeniem, niszczącem wszelką zdolność intelektualnej kontroli, unicestwiającem prawie sam przedmiot „ukochania“. Moralny Kuba Rozpruwacz — ein psychischer Lustmörder. Zosia płakała cicho, nasycona nieznanem dla niej uczuciem pełni wszystkich wnętrzności, graniczącem prawie z ekstazą. Po chwili żalu przebaczyła mu, chociaż wolałaby pójść przed ołtarz jako uczciwa pół-dziewica. A jednak od tej chwili zaczęło się naprawdę wszelkie zło. Pierwszy raz użył Atanazy Zosi jako antydot przeciwko „tamtej“. Teraz obie były już zupełnie na równi, mimo że ich kochanek wmawiał w siebie zupełnie co innego.
Śluby odbyły się normalnie. Ksiądz Wyprztyk rozgrzeszenie dał, ale uwolnił wogóle Atanazego od komunji, która miała odbyć się nazajutrz rano z powodu tego, że penitent zjadł dziś przez zapomnienie śniadanie — miał pościć do 6-tej wieczór. Parę świeczek, ciche odpowiedzi, pozornie nic ciekawego — ślub był możli-