Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Pożegnanie jesieni.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jako konieczność, czy nie wszystko jedno jak. Ach — nie umiem tego wyrazić..
Wyprztyk: Nikt temu rady nie da. Nazwałem to kiedyś zasadą Tożsamości Faktycznej Poszczególnej, w przeciwieństwie do prawd wiecznych i Boga — ich źródła. Ale pojęcie to nie przyjęło się ogólnie. — Skonstatowanie tego prawa jest też prawdą absolutną.
Smorski: To wyraża tylko sztuka — zgadzam się z Atanazym — symbolem tego jest konstrukcyjność i jedność każdego dzieła, a właściwie jedyność: każde jest takiem, a nie innem, jak my wszyscy, w tem poszczególnem utożsamieniu, czy jak to ksiądz profesor nazwał, a wszystkie wyrażają jedno, to je ne sais quoi — dawniej bym to powiedział — dziś, mózg mi się — ech — co tam gadać. Jestem szczęśliwy, że jestem artystą — jeszcze jako tako można przeżyć w ten sposób tę naszą nieszczęsną epokę. Nie gniewajcie się wszyscy, ale nie dlatego to mówię, że mnie grają w Kalkucie i New-Yorku i że pławię się w pieniądzach, z któremi nie mam co robić — ale na dobroczynność nie dam nic: niech giną zdechlaki i niedołęgi.
Atanazy: Nie dywaguj Zieziu: mów jeszcze o sztuce. Jest to wstrętne, ale ciekawe.
Smorski: A więc nie dlatego — ale nie mogę pojąć, jak wy możecie egzystować wszyscy, nie będąc artystami. To, co było dawniej wielkiego w wojownikach, wielkich mężach stanu, zdobywcach, kapłanach, a czego nie było w dawnej normalnej sztuce, przeszło w sposób zdeformowany na nas, na kilkunastu ludzi na świecie: nie mówię oczywiście o jakichś pejzażystach, Bernardzie Shaw i Schönbergu, tej marmeladzie bez konstrukcji. My jesteśmy potomkami dawnych arystokratów. Robię abstrakcję od mego pochodzenia, mimo, że (tu ukłonił się Jędrkowi) mam zaszczyt rodzić się z Łohoyskiej z tych gorszych. Drogo to kosztowało moją