Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Pożegnanie jesieni.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Rozdział III.

ROZMOWY ISTOTNE

Informacja


[Kiedy po operacji Atanazy ocknął się z lekkim bólem w prawej piersi, ściśnięty w gorset z bandaży i przekonał się, że żyje — ucieszył się niezmiernie. Ale zaraz chwycił go straszny niepokój: „azali (tak — pomyślał: azali) nie czeka mnie jeszcze raz to wszytko da capo — całe umieranie — i to już po raz trzeci?“ — Ale dr. Chędzior uspokoił go natychmiast: żyć będzie i śladu z tego wszystkiego nie pozostanie. Odrazu zniknęła cała wyższa radość i zaczęło się zwykłe życie poprzednie. Coś się zmieniło... ale co? — Aha: te baby... Nie miał siły myśleć więcej. Często jednak w myślach powracał do tej chwili na łączce: „Czy nie był to najwyższy punkt mojego subjektywnego odczuwania życia i świata? Skondesowanie uroku istnienia, którego już nigdy nie osiągnę?“ Jakkolwiek jeszcze pierwszego dnia cieszyła go chropowatość kołdry, spierzchnięte usta Zosi i płacze różne i pocieszania. Na miłość wpłynęło wszystko to bardzo dobrze — oczywiście po tamtej stronie. Nikt nie wiedział o momentach strachu. Wyjaśnienia przyjęto jako dostateczne: potrącenie w zdenerwowaniu i przemówienie się, właśnie w ten dzień, wyjątkowo podnieconych panów: zniżka barometryczna.
Przewieziony do szpitala szybko powracał Atanazy do stanu normalnego. Całe towarzystwo, zainteresowane w tej historji odwiedzało go, często nawet w komple-