Strona:PL Stanisław Brzozowski - Legenda Młodej Polski.djvu/387

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


słowem ludzkiej natury, żadna nie jest specyalnie ad hoc stworzonym, uroczystym, metafizycznym reprezentantem gatunku. Przeciwnie, każda z nich jest uwarunkowana i ograniczona w pewien najzupełniej specyalny sposób, tak znamy wszystkie brodawki na jej twarzy, wszystkie garby i narośle jej duszy, wszystkie śmiesznostki jej kostyumu, jej codziennego zachowania się, że jej losy wydają się nam czemś zewnętrznem względem nas samych. To jest historya co najwyżej człowieka, zbierającego stare akty sądowe, lub człowieka, uwięzionego za długi i tu idzie tylko o jakiegoś antykwaryusza, tam znowu o człowieka, który, gdy jest wzruszony, wyciąga chustkę od nosa, jakiej nikt już oprócz niego nie używa. Zawsze więc idzie o jakąś bardzo powszednią realność, i tylko o nią, o jakiś całkowicie względny, bardzo przypadkowy szczegół konkretny. A przecież, gdy ginie taka śmieszna przypadkowa jednostka o wiecznie rozwiązujących się sznurowadłach Od trzewika, jest to zawsze ujawnieniem potężnego dramatu pomiędzy tem wszystkiem, co zawiera się w kształt, mający znaczenie dla człowieka, a wiecznie bezkształtnem, lub po swojemu kształtującem morzem żywiołu, o którem nie wie nikt, co robi ono z naszych umarłych. To właśnie codzienne, powszednie, zawsze uwarunkowane, ograniczone nasze życie jest rozrachunkiem raz na zawsze dokonywanym pomiędzy tem, co ukazuje się nam jako czas w zakres naszej władzy — a czasem, jaki jest poza nami, poza człowiekiem. To nasze zawsze tak nie uroczyste w momencie przeżywania, jak gdyby nie gotowe, nie d0jrzałe życie ~ oto jest nasza prawda wobec tego, co jest poza nami. Tem właśnie jesteśmy. Każda nasza chwila ryje się w życiu gatunku; tak jakeśmy ją prze-