Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/446

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tchnął w trój — przewrotnych chuć jakąś złowrogą,
By rządy posiąść i władzę tyrana.
A więc z nich młodszy i wiekiem pośledni
       375 Starszego brata Polinejka zbawia
Tronu i z ziemi wypędza ojczystej.
Ten zaś, jak u nas wieść głosi rozliczna,
W Argosu głębie zstępując wygnańcem,
Nowe tu węzły zadzierzga i hufce,
       380 W myśl, że wnet Argos Kadmejską równinę
Z chwałą posiędzie, lub pójdzie w niebiosy.
To nie są, ojcze, co rzekłam, czcze słowa,
Lecz groźne czyny; nie w mojej zaś mocy
Wiedzieć, skąd doznasz od bogów pomocy.

EDYP.

       385 Więc już dufałaś, że jakiejś ja pieczy
Doznam od bogów, aż znajdę zbawienie?

ISMENA.

Tak, bo na wróżbach wspierałam się nowych.

EDYP.

Jakich? cóż znowu wróżono, o dziewczę?

ISMENA.

Lud twój tęsknotą za tobą zapłonie,
       390 Byś był mu szczęściem czy w życiu czy w zgonie.

EDYP.

Jakieżby szczęście mógł przynieść człek taki?

ISMENA.

Mówią, że w tobie ich potęga leży.

EDYP.

Gdy jestem niczem, miałżebym coś znaczyć?