Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/445

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I z was ci, którym się trudzić przystało,
Jak dziewki strzegą swej izby i wczasów,
Wy zaś w ich miejscu nędz moich nawałą
       345 Tu się paracie. Bo jedna z nich, skoro
Z dziecka na krzepką wyrosła dziewoję,
Nieszczęsna, była w tułaczce podporą
Mojej starości; przez gęstwin wyboje
Szła boso, błądząc wśród głodu i sromu,
       350 Na dżdże nie bacząc, na słońca spiekoty,
Nie pomnąc w nędzy ni wczasów ni domu,
By ojcu strawy dodać i ochoty.
A ty, o dziecię, zsyłałaś mi wróżby
Wprzódy rozliczne, wbrew Kadmejów wiedzy,
       355 O mej osobie, i wiernej mi służby
Nie poskąpiłaś, z ojczystej gdy miedzy
Precz mnie wygnano; dziś z jaką nowiną
Przyszłaś, Ismeno, cóż drogi przyczyną?
Że nowe trwogi wraz ugodzą we mnie,
       360 Strach mi, bo chyba nie przyszłaś daremnie.

ISMENA.

Jakie ja zniosłam, mój ojcze, obrazy,
Szukając twego schronienia, nie dowie
Nikt z was się dzisiaj, bo nie chcę dwa razy,
Co zniosłam w życiu, przecierpieć znów w słowie,
       365 Lecz zło, co miota twoimi synami,
Chcąc wam obwieścić, stanęłam przed wami.
Bo ci z początku pragnęli w zawody,
By Kreon rządził, by miasta nie skalać,
Bacząc na stare rodziny przekleństwo,
       370 Co dom nieszczęsny twój zdawna gnębiło.
Lecz wnet bóg jakiś i duch ich zbrodniczy