Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/433

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


       90 W kresowej ziemi, na bogiń cnych tronie,
Znajdę przytułek i dokonam biegu
I głowę moją zgnębioną tam skłonię,
Na zysk tym, co mi otwarli ogniska,
A tym na klątwę, co gnali mnie z domu;
       95 Poręczą mi to przyrody zjawiska,
Gdy ziemia zadrży wśród błysku i gromu.
Więc ja wiem teraz, że tą oto drogą
Ptak od was słany iść prosto przeznaczył
I wiódł w te gaje; inaczej bo w progu
       100 Nie byłbym tutaj was pierwszych zobaczył
Ja czczy was, którym niemiłą ciecz wina
I na te twarde nie siadłbym kamienie.
Nuże więc, pomnąc wróżby Apollina,
Dajcie mi dziewy kres i wyzwolenie.
       105 Jeślim wam dość już nieszczęsny, ja, który
Najwyższe męki wśród śmiertelnych znoszę;
Nuże, o słodkie wieczystej mgły córy,
I grodzie wielkiej Pallady, was proszę,
Z miast wy najbardziej czcigodne Ateny,
       110 Spójrzcie na marę znękaną od bólu!
To się zostało po Edypie królu.

ANTYGONA.

Cicho, bo jacyś zbliżają się starcy,
Aby wyśledzić mój ojcze, gdzieś spoczął.

EDYP.

Zmilknę, a ty mnie opodal od drogi
       115 Ukryj wśród gaju, bym wprzódy posłyszał,
Co mówić będą; ostrożna to rada,
Że ktoś przed czynem stan rzeczy wybada.