Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/434

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


CHÓR.

       118—137 Patrz, kto to był, gdzie jest, gdzie zbiegł
Nad wszystkich ten bezczelny człek.
Bacz, oglądaj, śledź bez tchu!
Chyba on nie zrodzon tu,
Lecz stary był to włóczęga,
Inaczej on nie śmiałby wraz
Wtargnąć w dziewic święty las,
Których niezłomna potęga,
Których imię wspomnieć lęk,
Lęk podnieść ku nim czoła.
Więc tłumiąc wszelki głos i jęk,
Duch w ciszy do nich woła.
Lecz teraz słuch, że jakiś zuch
Śmiał w okręg święty wkroczyć,
Przejrzawszy już go wszerz i wzdłuż
Nie mogę człeka zoczyć.

EDYP.

       138—148 Otóż ja tutaj i widzę po głosie,
Co wy mówicie.

CHÓR.

O biada i biada!
Groza go widzieć i słyszeć go groza.

EDYP.

Nie patrzcie, błagam, jakby na zbrodniarza.

CHÓR.

Zeusie obrońco, kim byłby ten starzec?

EDYP.

Chyba nikt nie pozazdrości
Losu mojego, o stróże tej włości.